CZYM TAK NAPRAWDĘ JEST STAN KETOZY I JAKIE REALNE KORZYŚCI MOŻEMY Z NIEGO CZERPAĆ? 🤔

Magiczna kraina wiecznej szczęśliwości, do której trafiają tylko nieliczni, gdzie nie ma chorób, a wszyscy są piękni i szczupli… Tak niestety wiele osób widzi ketozę i jest to moim zdaniem jeszcze bardziej dla niej krzywdzące, niż utożsamianie jej z kwasicą ketonową i dietą powodującą miażdżycę…Dlaczego tak uważam?

Ketony? Panie, a na co to komu!? 🤨 

Ketoza- stan fizjologiczny, w którym stężenie ciał ketonowych we kwi osiąga wartości powyżej 0,5 mmol/litr, przy jednoczesnym niskim i stabilnym poziomie glukozy oraz insuliny. I na tym właściwie można zakończyć definicje stanu ketozy…

Stwierdzenia typu: „Być w ketozie” ; „Wejście w ketozę” ; „Wyjście z ketozy” powinny się odnosić tylko i wyłącznie do powyższej definicji, a najlepiej, gdyby w ogóle nie istniały.

W praktyce, w kwestiach sylwetkowo-zdrowotnych powinniśmy rozmawiać jedynie o tym, że:

– produkujemy ciała ketonowe 
– korzystamy z ciał ketonowych

Nasz organizm nigdy nie może pozostać bez energii. Nie możemy na chwilę umrzeć, a potem ożyć. W związku z tym jesteśmy zdolni do:

• glikolizy (pozyskiwania energii z węglowodanów) ;
• beta-oskydacji (pozyskiwania energii z tłuszczy) ;
• glukoneogenezy (wytwarzania glukozy – energii z białka i tłuszczy) ;
• lipolizy (czerpania kwasów tłuszczowych – energii z tkanki tłuszczowej) ;
• ketogenezy (wytwarzania ciał ketonowych- energii z tłuszczu spożytego lub odłożonego w tkance tłuszczowej).

Ok, a więc załóżmy, że nie ma węgli (co często się zdarzało w historii ludzkości, gdy nie potrafiliśmy jeszcze uprawiać zbóż i ziemniaków)… Glukozy nie ma, ale jest tłuszcz i białko, bo jemy mięso, jaja, ryby, oleje itd. czyli na luzie możemy przeżyć.

Tylko jest jedno małe „ale” – mózg 🧠 może korzystać albo z glukozy albo z… ciał ketonowych 😊 I TO JEST GŁÓWNY POWÓD, DLA KTÓREGO JE PRODUKUJEMY.

Co prawda, wszystkie komórki naszego organizmu (poza nielicznymi wyjątkami) mogą korzystać z ciał ketonowych. Jednakże skoro jest to jedyne możliwe paliwo dla mózgu, gdy nie ma glukozy, to ketony będą „zarezerwowane” głównie dla niego, a pozostałe organy i mięśnie będą raczej bazować wtedy na beta-oksydacji, lipolizie i glukoneogenezie.

Pomijając potencjał ketonów w leczeniu epilepsji, raka czy inne ich terapeutyczne działanie.. Wchodzimy celowo, za pomocą diety w stan ketozy tak naprawdę po to, aby wykorzystać wpływ ciał ketonowych na nasz mózg, czyli zyskać lepszą koncentrację, pobudzenie, rzadziej odczuwać zmęczenie, co będzie miało być może korzystny wpływ na nasze ogólne zdrowie i samopoczucie oraz sylwetkę. Nie oznacza to jednak, że podobnych rezultatów nie możemy uzyskać stosując dietę białkowo-tłuszczową, niekoniecznie wprowadzającą nas w stan ketozy.

Można metaforycznie powiedzieć, że różnica między low carb a ketozą, w kwestii naszego samopoczucia, zdrowia i sylwetki jest taka jak między 4 a 5 biegiem w samochodzie. Często osoby przechodzące na ketozę z innej diety LCHF nie zauważają żadnej różnicy. Z kolei osoby mocno uzależnione od węgli i najlepiej jeszcze z nadwagą i insulioopornością widzą ogromną różnicę po przejściu na keto i wychwalają ten stan pod niebiosa. Duża rolę w tym wszystkim odgrywa tez efekt placebo i nasza psychologiczna potrzeba konsekwencji. Z reguły ludzie chwalą sobie system żywienia, który sami stosują, nie zauważając bardzo często jego wad.

Ni ma ketonów, ni ma życia…😞?

Przyśpieszenie redukcji tkanki tłuszczowej, likwidacja stanów zapalnych, lepsze samopoczucie, więcej energii, mniejszy głód, likwidacja objawów insulinooporności – TO NIE ZASŁUGA TYLKO KETOZY, LECZ SAMEJ DIETY NISKOWĘGLOWODANOWEJ, ponieważ:

• Korzystasz z ketonów zawsze, gdy nie możesz korzystać z glukozy (w szczególności Twój mózg), a dzieje się tak nie tylko wtedy, gdy stosujesz dietę ketogenną, lecz zawsze, gdy od dłuższego czasu (kilku godzin) nie dostarczasz węgli, czyli np. podczas snu; postu; każdej diety niskowęglowodanowej. 
Samo zjedzenie średniołańcuchowych kwasów tłuszczowych (MCT) lub zimno lub intensywna i długa aktywności fizyczna (sporty wytrzymałościowe) będą powodować wzrost ciał ketonowych we krwi, niezależnie od diety.

• To nie same ketony tworzą w organizmie środowisko korzystne dla spalanie tkanki tłuszczowej, lecz zmiana głównego paliwa z węgli, gdy mamy większą tendencję do oszczędzania i odkładania energii – na tłuszcze, gdy mamy większą tendencje do wydatkowania energii oraz mniejszą do jej odkładania i oszczędzania (przynajmniej moim zdaniem). Sprawia to, że być może będziemy mogli wygenerować taki sam deficyt kaloryczny i chudnąć równie skutecznie, jedząc więcej, niż na diecie bogatej w węglowodany, a ubogiej w tłuszcze, bo wzrośnie nasza aktywność fizyczna. Stan ketozy może nasilać ten stan i trochę przyśpieszać redukcję tkanki tłuszczowej pod warunkiem, że ciała ketonowe będą pochodzić właśnie z tkanki tłuszczowej, a nie z tłuszczu spożywczego, czyli i tak potrzebny jest deficyt kaloryczny (jesz mniej niż spalasz)

• To nie ketony dają sytość, lecz białko i tłuszcz.

• To nie ketony oddziałują pozytywnie na gospodarkę hormonalną, lecz tłuszcz.

• To nie ketony zmniejszają stres oksydacyjny i stany zapalne, lecz przejście z glikolizy (węgle) na beta-oksydację (tłuszcze).

• W stanie ketozy większość elementów Twojego organizmu będzie zasilana głównie przez tłuszcz, a nie ketony, więc to tłuszcz możesz nazywać swoim „paliwem wodorowym” a nie ciała ketonowe, które są głównie dla mózgu.

• Możesz „mieszać paliwa”. Nie jest tak, że po ograniczeniu spożycia węgli musimy od razu adaptować się do ketozy, bo inaczej zawsze będziemy czuć się źle. Organizm może korzystać z kilku źródeł energii jednocześnie i z resztą robi to niezależnie od tego jaką dietę stosujemy i w jakim stanie fizjologicznym jesteśmy. Zmieniamy jedynie główne źródło energii, a nie wywracamy do góry nogami nasz metabolizm. Nie zapomnisz na keto, co to są węgle i nie zapomnisz na diecie niskotłuszczowej, co to są tłuszcze. Słabe samopoczucie w okresie przechodzenia z jednego systemu żywienia na drugi, to kwestia przyzwyczajenia się, które może trwać dłużej lub krócej w zależności od stanu naszego metabolizmu oraz stopnia wprowadzanych zmian.

• Sama poprawa parametrów zdrowotnych to bardzo często nawet nie efekt diety w ogóle, lecz faktu, że schudliśmy. Jeśli schudniesz to Twoje wyniki poprawią się zarówno, jeśli jadłaś/jadłeś pizze i czekoladę, jak i stosując dietę ketogeniczną, ponieważ to tkanka tłuszczowa tworzy większość stanów zapalnych w naszym organizmie oraz ma największy wpływ na naszą wrażliwość insulinową. 
Osoba szczupła odżywiająca się fatalnie zwykle i tak jest zdrowsza niż osoba otyła odżywiająca się wzorowo.

Muszę wejść w ketozę!!! 😠😥 Pomogę Ci 😇 🤝 💸💸💸💲💲😈👌

Dlaczego piszę to wszystko, mimo, że sam byłem/jestem na ketozie i polecam ją innym? Dlaczego się narażam udostępniając to głównie fanom diety ketogenicznej?

Bo mam dość.

Mam dość tych wszystkich zdesperowanych ludzi, którzy z taką nadzieją przechodzą na ketozę, naiwnie licząc że ich sylwetka i zdrowie same się poprawią….

Mam dość milionów ciągle powtarzających się bezsensownych pytań w stylu: „czy mnie wybije z keto?” ; „czy mogę to zjeść?” ; „a dzisiaj rano paski mi pokazały…co to oznacza?”

Mam dość keto-fanatyków, którzy wpadają w szał, gdy ktoś obrazi ich kochaną dietę, która pomogła im zrzucić parę kilo i teraz będą ja polecać zawsze i każdemu, a osoby na innych dietach uważać za podludzi…

Mam dość tej całej agresji i nienawiści w internecie, które towarzyszą dyskusjom o pierdoły takie jak: nabiał, posty, gluten, witaminę C itd…

Mam dość ignorancji, ale także perfekcjonizmu i bycia niewolnikiem diety…

Mam dość tworzenia coraz głupszych mitów dietetycznych wokół ketozy…

Mam dość wymyślania idiotycznych praktyk żywieniowych w stylu: „Ketogeniczna dieta kokosowa” ; „Ketogeniczna dieta boczkowa”…

Ale przede wszystkim mam dość wmawiania nieświadomym ludziom przez tych wszystkich „ekspertów”, że ketoza to jedyna słuszna droga, że każdy musi na niej być, bo jak nie to będzie gruby i umrze…

A gdyby tak…być rozsądnym, otwartym, mówić prawdę, opierać się o naukę i medycynę, poszerzać swoje horyzonty myślowe, myśleć samodzielnie, być sceptycznym… Ale po co? Przecież można:

– udawać, że się ma wiedzę, będąc szamanem 
– wciskać ludziom zbędne suplementy i gadżety 
– organizować setki szkoleń, z których wiedzę możesz znaleźć w internecie lub w książkach za 5 razy niższą cenę
– świadczyć drogie usługi dietetyczne zamiast edukować i pomagać 
– nienawidzić każdego, kto myśli inaczej niż my 
– pisać badziewne książki, które można streścić w kilku zdaniach, nieprawdziwych z resztą
– wymyślać bajki tylko po to, aby zwiększyć sprzedaż
– promować się wymyślając keto desery, dla ludzi, którzy przeszli na ketozę, aby zastąpić cukier na słodzik 
– wierzyć każdemu kto ma dużego bicka, okrągła pupę lub używa mądrych słów i odnosi się do pseudo-badań
– pozostawiać swoje zdrowie na łaskę tego, kto odpowie na Twoje pytanie na jakimś forum, zamiast samodzielnie poszukać wiarygodnego źródła, albo udać się do specjalisty
– szukać dróg na skróty i magii, zamiast ciężko pracować na swój sukces

Sam działam w tej branży (zaczynam działać) i nie atakuje osób bardziej doświadczonych ode mnie, które wykonują świetną robotę, promując ten system żywienia i przekazując prawdziwą wiedzę, z której sam przecież korzystam, a że chcą przy tym zarobić to normalne, nie ma nic za darmo. Nie chcę też tworzyć jakichś teorii spiskowych, bo i tak jest tego już za dużo w „internetach”.

Lecz pragnę, aby to wciąż nieduże, ale rozwijające się środowisko zwolenników diet LCHF nie stało się tak samo chore i komercyjne jak większość branży „fit”.

Byłem już w średniowieczu dietetycznym i jadłem tylko ryż, kasze, kurczaka i twaróg oczywiście 5 razy dziennie i przed 18 (bo tak się składa, że pierwsze na co osoba początkująca może trafić w internecie, gazetach, wśród znajomych czy w telewizji, szukając wiedzy, to tego typu informacje). Stosowałem już „jedz co chcesz wyglądaj jak chcesz”, gdzie liczą się tylko makroskładniki, a zdrowie to sprawa drugorzędna.

Teraz, gdy od jakiegoś czasu interesuje się i stosuję diety białkowo-tłuszczowe, filtrując każda informację, która do mnie dociera, starając się zachować otwarty umysł, to sądzę, że w końcu zyskałem zdrowy rozsądek w tym wszystkim i dopiero teraz potrafię nie dość, że zadbać o siebie, to jeszcze skutecznie pomagać innym,rozwijając się cały czas. Życzę Wam tego samego 😉

Zapraszam na moją stronę na Facebook’u:

FitDrapieżnik

Jeden komentarz Dodaj własny

  1. Malwa pisze:

    Pomocny artykuł, dzięki 🙂 gratuluję też podejścia do sprawy, mam bardzo podobne odczucia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.